Marki modowe angażują się w tematy społeczne

Ostatnie tygodnie pokazały bardzo wiele przykładów, gdzie firmy modowe odważnie komunikują treści ważne społecznie. To znak czasów, otaczającego nasz świata? Czy też zaangażowanie społeczne marek modowych staje się częścią ewolucji brandu, niezbądną koniecznością dla firm, aby być bliżej klientów i aktualnej sytuacji, która ich dotyczy. To zaangażowanie wymaga też określenia się, deklaracji wyznawanych wartości firm w spolaryzowanej rzeczywistości. Odwagi, wiarygodności, misji. Jaka zatem będzie rola marki modowej we współczesnym świecie? Jak są postrzegane tego typu działania przez klientów, często przez coraz młodszych konsumentów?

Zacznijmy od Nike, która po raz kolejny udowodniło, że w kampaniach nie boi się otwarcie pokazywać wartości, które są bliskie tym, które firma sama wyznaje i potrafi to robić z klasą.

You Can’t Stop Us https://youtu.be/WA4dDs0T7sM Video, które w ciągu tygodnia obejrzało ponad 40-ści milionów użytkowników YouTube na świecie. To kampania mówiąca o równości i braku ograniczeń w uprawianiu sportu. Wpisuje się ona w bardzo spójną komunikację realizowaną przez firmę od wielu lat. Misja firmy mówi To bring inspiration and innovation to every athlete* in the world. *If you have a body, you are an athlete. Ta silna deklaracja poparta jest konsekwentnie realizowaną komunikacją.

Czy zatem firmy odzieżowe powinny angażować się w ważne tematy społeczne, takie które budzą emocje i dyskusję, ale czasami też i niechęć niektórych klientów?

Firma Nike od kilku lat wspiera ważne tematy, i nie boi się też kontrowersyjności. Najsłynniejsze przykład to kampania z udziałem Colina Kaepernicka – Just do it z 2019 roku, której pojawia się kolejny mocny przekaz Believe in something. Even if it means scarifying everything. Colin Kaepernick, znany były już zawodnik futbolu amerykańskiego, który wcześniej zasłynął otwartym zaangażowaniem i protestami przeciwko przemocy wobec Afroamerykanów w Stanach Zjednoczonych. Wiele osób zna jego słynny gest, kiedy przyklęknął na jedno kolano w trakcie odgrywania hymnu podczas meczu futbolowego. Tym zachowaniem ściągnął na siebie gniew nie tylko w mediach społecznościowych, ale również samego prezydenta Donalda Trumpa. Nike zdecydowało się na odważną kampanię z jego udziałem już jako byłego zawodnika, co zaskutkowało najpierw falą skrajnych uczuć w mediach społecznościowych, łącznie z paleniem butów i spadkiem kursu akcji na giełdzie o 3% zaraz po publikacji kampanii. Finalnie natomiast przełożyło się na 31% wzrost sprzedaży online w ciagu zaledwie kilku dni od debiutu kampanii wg. agencji Editions Trends.

Od kilku lat wiele firm również odzieżowych czy obuwniczych angażuje się w pride month, wspierającąc i solidaryzującąc się z osobami LGBTQ. Kilka z tych marek decyduje się też na dedykowane tematyczne linie ubrań m.in. H&M, Levis, Puma, Wrangler, Asos, Converse, All Saints, w Polsce Risk Made in Warsaw.

Niedawno wiele firm modowych zaangażowało się w poparcie dla ruch Black Lives Matters, tutaj pojawiło się wiele gestów solidarności, symbolu ruchu na social media, ale także linii ubrań np. wspólnej akcji Japońskich projektantów.

Inaczej do ważnego tematu podeszła najnowsza kampania przygotowana przez Zalando, Misbhv i Kampania Przeciwko Homofobii. Klip pokazuje rzeczywiste historie osób, które doświadczyły agresji i napaści ze względu na orientację seksualną. Tutaj poza elementem solidarności pokazany jest konkretny problem społeczny, bez promowania lini ubrań. Za to w ramach akcji społecznej przerabiane są ubrania, które zostały zniszczone podczas niedawnej napaści. Ubrania zyskują pewnego rodzaj symbolikę problemu społecznego i nośnika wartości.

Te bardzo ważne społecznie inicjatywy, należy ocenić pod kątem wybranych form działania. Warto sprawdzić i zadać pytanie, na ile u każdej z tych firm tworzenie linii odzieży z tej okazji jest przekazem spójnym z wartościami firmy, i nie zostanie odebrane jako sezonowy zabieg merchandisingowy?

Czy zatem firmy powinny zapewnić ewolucję marki, ponad tradycyjne znacznie powiązanie z produktem i praktyczną rolą produktu w naszym życiu. Czy to będzie uprawianie sportu, podróżowanie, wyjście na okolicznościową imprezę? Czy młodzi ludzie szukają tego typu deklaracji, kierunku od marek?

Markę określa wizja, misja i zbiór wartości, wg. uczelni Polimoda mówimy też o 4 głównych obszarach budowania znaczenia marki: duchowym (spełnienie), emocjonalnym (przynależność), fizycznym (stabilność) czy mentalnym (doskonałość), powiązanych z wartościami ważnymi dla poszczególnych ludzi. Najsilniejsze marki światowe mają bardzo dokładnie zdefiniowane wybrane cechy, na których budowana jest cała historia i działania firmy. Zaangażowanie społeczne jest w obszarze drugiej kategorii czyli emocjonalnym. Możliwe, że ten obszar zyskuje na znaczeniu.

Ostatnie badanie Accenture pokazało, że w trakcie pandemii konsumenci szukali treści wykraczających poza prezentację produktu, promocje czy oferty. Chcą, aby firmy inspirowały ich w innych obszarach życia, dawały pomysły na spędzanie czasu, czy anagażowały się poprzez działania charytatywne czy humanitarne, ale odważne deklaracje poglądów społecznych jest pójściem znacznie dalej. Mogące oznaczać, że część konsumentów o odmiennych poglądach odwróci się, podobnie jak partnerzy biznesowi. Mocne deklaracje mogą budzić kontrowersje, ale jako pokazuje przykład Nike pozwalają też zwiększać grono fanów firmy i przynosić wzrosty sprzedaży.

Czy zatem firmy, które potrafią w sposób dużo bardziej zdecydowany jednoznacznie określić te wartości mogą liczyć na przychylność, zyskać w ogólnym rozliczeniu. Czy nie jest tak, że konsumenci szukają mocnych marek, bardzo świadomych i konkretnych w swoich wartościach, mało tego brak takiego silnego stanowiska osłabia pozostałe marki w oczach młodych ludzi. Wreszcie czy to oznacza, że marki modowe mogą przejmować rolę autorytetetów, w świecie przeładowanym treścią i fake news, gdzie trudno o wiarygodność. To marka modowa może być takim wzorem, również wyznacznikiem moralnym, zwłaszcza jeśli wizerunek i zaufanie konsumentów było budowane latami. A właściwa postawa zwiększa emocjonalne przywiązanie do marki.

Konsumenci mogą baczniej przyjrzeć się ulubionym markom, ich wartością i przeanalizować ich komunikację. Dlatego cechy te nie powinny być podyktowane wyczuciem chwili, jednorazową akcją, czy wykalkulowanym zabiegiem marketingowym. Tylko częścią DNA firmy, widoczną i realizowaną na wielu obszarach, zarówno wewnątrz w stosunku do pracowników i partnerów, oraz na zewnątrz.

Czy dla każdej marki widoczne zaakcentowanie tych samych wartości i budowanie na ich podstawie komunikacji pasują jednakowo. Co innego jest utożsamianie się z pewnymi postawami, a co innego ich silna afirmacja stanowiąca o marce i jej działaniach. Firmy powinny zachowywać się spójnie. Niezależnie od postawienia akcentu i wyborze kluczowych wartości, pozostaje pytanie o poziom zaangażowania czy wręcz odwagę. Czyż lepiej być dzisiaj wyraźną i kontrowersyjną marką, czy bezpieczną i bardziej nijaką w sferze emocji? Szefowie marketingu czas odważnych decyzji przed Wami.

Foto: Nike, Risk Made in Warsaw, Hypebeast, Zalando, Misbhv, KPH – Zuza Krajewska

Czas na prawa pracownika

Na wakacjach nie myślimy o pracy, ale tylko rzetelna płaca pozwoli myśleć o wakacjach. Sektor odzieżowy ma tu sporo do zrobienia.

Wg badania marki Able w ramach akcji #LowestWageChallenge tylko 2% pracowników fabryk w branży odzieżowej na świecie otrzymuje wynagrodzenie zapewniające minimum egzystencji tzw. (living wage) dla przykładu w Wielkiej Brytanii taka wartość to 8.72 funtów.

I to w Wielkiej Brytanii od kilku tygodni huczy od skandalu na temat warunków pracy i płacy w fabrykach w miejscowości Leicester, gdzie popularna brytyjska marka odzieżowa Boohoo produkowała znaczną większość ubrań. Do firmy Boohoo Group należą następujące marki: Boohoo, PrettyLittleThing, Nasty Gal, MissPap, Karen Millen, Oasis, Warehouse i Coast.

Boohoo to odzieżowy gigant działający w modelu tzw. ultra fast fashion co oznacza, że potrafi niezwykle szybko dostarczać najmodniejszy styl ubrań w oparciu o aktualne trendy na social media w bardzo atrakcyjnej cenie. Firma od wielu lat była wzorem w branży słynącym z szybkości reakcji na potrzeby klientów i zmieniające się trendy, sercem jej modelu była produkcja zlokalizowana w Wielkiej Brytanii, czyli blisko rynku zbytu co pozwala na bardzo krótki czas od projektu do półki w sklepie.

Jak pokazuje raport organizacji Labour Behind the Label, sukces modelu był oparty jednak też na nieuczciwych praktykach względem pracowników fabryki produkującej ubrania marki.
Firma od lat naruszała zasady wynagrodzenia, płacąc poniżej połowy minimalnego wynagrodzenia jakie obowiązuje w Wielkiej Brytanii.
Drugi obszar zastrzeżeń to warunki w fabrykach, które nie spełnia standardów higieny i bezpieczeństwa. Ten problem dodatkowo został obnażony w trakcie pandemii, gdyż fabryki nie tylko nie dostosowały się do odpowiednich obostrzeń w trakcie pandemii, ale zdarzały się praktyki przymuszania pracowników do pracy w tym okresie.
Jeden z głównych inwestorów firmy podjął decyzje o sprzedaży większości udziałów w związku z niewystarczającą reakcją firmy na wspomniany raport. Kolejnym efektem zaniedbań jest wycofanie produkty Boohoo z oferty tuzów eCommerce takich jak Amazon, Zalando czy Asos. Kurs akcji spadł o 18% w dniu ogłoszeniu tych informacji, a sprawa jest nadal rozwojowa, gdyż rząd brytyjski prowadzi dochodzenie wyjaśniające.

Boohoo to nie jedyna firma, u której ostatnio ujawniono przypadki zaniedbań wobec pracowników, inny przykład to American Apparel. Niegdyś kultowa marka, targana później wizerunkowymi skandalami, obecnie zarządzana przez dawnego kontrowersyjnego prezesa Dova Charneya. W fabryce tej marki wykryto 375 przypadków zakażenia wirusem Covid 19 i doszło do śmierci kilku z pracowników w wyniku powikłań. Zapewnienie ochrony sanitarnej w miejscach pracy takich jak fabryki na pewno jest dużym wyzwaniem dla wielu firm, pytanie jak fabryki zadbały o bezpieczeństwo dla swoich pracowników. Firma znana z bycia Made in USA pokazała, że problemy z warunkami pracy nie dotyczą tylko produkcji ulokowanych w krajach Azji, ale również bezpośrednio pod nosem w najbardziej rozwiniętych krajach świata o wysokich normach i standardach, przynajmniej tych na poziomie deklaracji.

Jednak prawa pracowników to znacznie więcej. To również zapewnienie równego i uczciwego traktowania pracownika w miejscu pracy niezależnie od płci, rasy czy poglądów, przekonał się o tym ostatnio Adidas. Pod wpływem ruchu Black Lives Matter pracownicy firmy ujawnili niewłaściwe praktyki zachodzące w tej firmie, które doprowadziły do odwołania członka zarządu i szefa HR. Pracownicy firmy zgłosili szereg nieprawidłowości i zachowań rasistowskich i protestowali przed amerykańskim odziałem tej firmy. Finalnie firma wprowadziła szereg zmian do wewnętrznego regulaminu, zapewniających ukrócenie tych nieprawidłowości.

Problem właściwych warunków pracy i uczciwej płacy jest istotnym wyzwaniem i nierozwiązanym piętnem branży odzieżowej. Trudno mówić o realizacji zasad zrównoważonej mody bez zapewnienia praw pracowników.
Z jednej strony zmiany wymagają poprawy, monitorowania i audytów warunków pracy w fabrykach, wspieranych poprzez regulacja takie jak Bangladesh Accord. Ale problem zapewnienia uczciwej płacy jest częścią modelu działania wielu firm w tej branży.
Bez analizy i holistycznego podejścia do zmiany modelu biznesowego trudno będzie uzyskać istotne zmiany.
Co mogą zrobić firmy? Na świecie są znamienne przypadki marek, które wdrożyły model uczciwych i przejrzystych praktyk pracowniczych. Jedna z nich to Everlane firma od lat słynąca z klasycznych ponadczasowych wzorów ubrań oraz tzw. radykalnej przejrzystości. Polityka ta jest realizowane poprzez udostępnienie szczegółów łańcucha wartości produktu i kosztów na każdym etapie jego tworzenia. Co ważne wartość produktu budowana jest w oparciu o rozsądne marże sprzedaży i uczciwe i wyższe zasady wynagradzania pracowników. Inny przykład to marka słynąca z kultowych butów Timbarland. Firma będąca częścią koncernu odzieżowego VF International wprowadziła tzw. supply chain transparency. Możliwość prześledzenia drogi finalnego produktu w procesie jego powstawania. Na podstawie udostępnianych informacji można sprawdzić w jakich fabrykach produkowane są poszczególne elementy finalnego produktu oraz czy fabryki mają odpowiednie certyfikaty, czy standardy jakości. Firma planuje dodawać więcej informacji, poszerzać zakres zmian oraz ilość produktów.

Czy zatem firmy modowe mogą pozwolić sobie, na to, aby dalej utrzymywać obecny model i nie reagować?
Świat inwestorów dał już jasny sygnał że nie. Zrobił tak nie tylko fundusz inwestujący w Boohoo. Największy fundusz na świecie, czyli BlackRock zadeklarował, że nie będzie inwestował w firmy, które w strategiach nie realizują celów środowiskowych. Nawet jeśli zmiana w nastawieniu może wynikać nie z ideologicznych przesłanek i dobroci serca, ale chłodnej kalkulacji ryzyka w zaciszu Excela oraz zagrożenia dla reputacji brandu czy w obawie o możliwe regulacje.
A co z konsumentami? Na ile ich głos będzie wpływał na działania firm. Czy będę gotowi zapłacić więcej, wybrać uczciwą cenę za produkt wyprodukowany za uczciwa płacę? Czy kryzys ekonomiczny, ograniczenia materialne nadal utrzymają zasadę, że są oferty zbyt tanie by z nich nie skorzystać? Czy w dzisiejszym świece marka może być cool łamiąc prawa pracowników?

Marka i jej siła stanowią jedna z najważniejszych wartości firmy modowej. Dzisiejsze marki są regularnie oceniane, coraz bardziej emocjonalnie i coraz częściej traktowane jak osoby, które jeśli generują złe emocje tracą przyjaciół i fanów.

Jeśli w przyszłości tylko zrównoważona i odpowiedzialna moda będzie możliwa. Zmiana przyjdzie nie dlatego że, tak chcą aktywiści, ale proces zmian już się rozpoczął. Choć na razie nacisk jest położony na redukcję wpływu na środowisko, to prawa pracownicze mogą być kolejnym obszarem zmian. Rozumie to świat inwestorów, który działa w oparciu o dokładną ocenę ryzyka i analizę zachodzących zmian nie tylko tych ekonomicznych, ale przede wszystkim społecznych, patrząc w nadchodzącą przyszłość.

Siła głosu jednostki potrafi dziś drążyć skałę bardziej niż kiedyś. Nawet jeśli przez pewien okres konsumenci będą zarówno ci świadomi jak i obojętni, bo świat się polaryzuje. Chodzi o rosnące znaczenie praw i wolności obywatelskich. Do tego dochodzi głos młodego pokolenia i jego oczekiwań dotyczących poszanowania praw człowieka. Rosnąca świadomość i edukacja wzmocnią te oczekiwania, a każda próba naginania rzeczywistości może przynieść sromotna klęskę wizerunkową i utratę wiarygodności. Odszukani młodzi ludzie aktywni na social mediach potrafią czynić spustoszenie.

Pytanie o tą grupę które nadal jest obojętna. Wg badania Accenture aż 82% badanych respondentów oczekuje, że to firmy wezmą większą odpowiedzialność za to jak powstają ich produkty. Czy to oznacza, że przy kasie mogę bez refleksji kupić cokolwiek ze spokojnym sumieniem, bo to firmy powinny się zatroszczyć o całość. Bardzo wygodnie.
Za kilka miesięcy przekonamy się o sile i zmianie konsumentów kiedy Boohoo przedstawi wyniki sprzedaży, na razie przez ostatni rok firma rosła o 44% rdr. Czy będzie zmiana?

Foto: adidas, everlane, timberland sourcemap

Moda na zamówienie

Na świecie są tony ubrań, których nikt nie potrzebuje. To koszt dla firm, środowiska i konsumentów.

Firmy najpierw planują, następnie projektują, później produkują i próbują sprzedać. Często planują i produkują za dużo. A gdyby tak zmienić ten model?

Przez okres 2 miesięcy kupiliśmy średnio ponad 50% mniej ubrań niż rok temu. I jak się okazuje nadal mieliśmy w czym chodzić. Firmy za to wyprodukowały przynajmniej tyle ubrań co w zeszłym roku lub więcej. Ten rok jest szczególny, ale problem dopasowania ilości produkcji do potrzeb konsumentów – tych rzeczywistych – nasila się od lat. W tym roku brytyjska firma Parker Lane Group, która specjalizuje się w zarządzaniem nadwyżkami zapasu od firm odzieżowych procesuje dwukrotnie większe ilości niesprzedanych ubrań niż w poprzednich latach.

Dzisiaj od projektu do sprzedaży ubrania w sklepie mija rok, a nawet półtorej roku. Na tak długim cyklu działa cała branża modowa. To duże ryzyko dopasowania ilości, trafiania w trendy, pogodę nie mówiąc już o nagłych zmianach jak pandemia. Dlaczego tak się dzieje?

Z jednej strony wielka moda ma kalendarz pokazów i sprzedaży kolekcji tak zaprojektowany, aby umożliwić kupcom z dużych domów handlowych dokonać zakupów i zaplanować sprzedaż na dany sezon. Z drugiej strony popularne marki, inspirowane pokazami mody czy poprzez agencje prognozujące trendy jak WGSN tworzą własne kolekcje, które, produkują w większości w Azji.

Droga odzieży od producenta na półkę sklepową nie jest prosta i krótka. To złożony proces, trwający miesiące, a towar, który trafi wreszcie do magazynów firmy nie powinien w nim długo leżeć. Oznacza on nie tylko zablokowaną gotówka, ale również ograniczone miejsce i koszt magazynowania. Regularnie wchodzą nowe modele i towar musi być na regularnie upłynniany. Firmy muszą się pozbywać go na bieżąco. Jeśli nie można go sprzedać w pierwszej cenie, pozostaje redukcja ceny.

A poprzez sezonowość kolekcji i trendy, czas biegnie szybko – to co dziś jest modne jutro już nie będzie. Równocześnie kalendarz mody powoduje to, że w styczniu nie można kupić rękawiczek, bo wiszą już wiosenne koszulki.

Branża zjada własny ogon.

Sposobem na sprzedaż nadwyżek i pozbycie się zapasu jest redukcja ceny. Klienci kochają okazje, a na redukcję ceny wymyślony już wszystkie możliwe mechanizmy, aby zostawić złudzenie, że jest jeszcze jakaś pierwsza cena. Mamy przecież: mid-season sale, night sales, akcje z gazetami modowymi, później wyprzedaż, final reduction, black Friday, cyber Monday, black week, fathers day,… Cokolwiek wyobrazimy sobie by klient miał poczucie, że trafia mu się wyjątkowa okazja, a firmie możliwość sprzedaży nadwyżek kolekcji. Reszta trafi do outletu, sklepów ‘off-price’ lub sprzedawana na kilogramy. Ten model doprowadził do tego, że firmom w ciągu ostatnich lat spadała marża brutto (marża na sprzedaży), a wiele z nich wpada w problemy finansowe z górami niesprzedanych ubrań i to pomimo ciągłej walki o obniżenie ceny zakupu.
Zdażają się też wstydliwe praktyki palenia ubrań, o czym nikt nie chce mówić, na szczęście zostały zabronione już w wielu krajach.

Czy może być na to jakaś rada? 

Po pierwsze firmy powinny poprawić sposób planowania, dokładność prognoz, udział poszczególnych grup towarowych, krzywe rozmiarowe, sprzedaż dla poszczególnych sklepów, ale zmiany gustów czy pandemii lepszy model planowanie nie przewidzi. Warto rozważyć przeniesienie produkcji bliżej rynku zbytu tzw. nearshore i produkować ubrania w modelu pull czyli w sezonie, w krótszych i szybszych cyklach. To oznacza wyższy koszt produkcji, ale dużo większą elastyczność i szybszy czas dostawy i finalnie większą sprzedaż kolekcji w pełnej cenie tak jest np. zbudowany model Zary. Idąc dalej warto korzystać z zaawansowanych modeli analitycznych czy badać trendy konsumentów korzystając z tzw. demand sensing, chociażby na social media dla próbnych modeli z kolekcji badać reakcje konsumentów. Można dla części kolekcji produkować bardziej uniwersalne klasyczne czy all-seasons modele, które z powodzeniem można sprzedawać w kolejnym sezonie czy dwóch.

Ale może warto pójść jeszcze dalej i zmienić zasady, które obowiązują.

Zamiast projektowania, produkcji, sprzedaży; zmienić kolejność na projektowanie, sprzedaż i produkcję. Nowe czasy wymagają nowego i odważnego podejścia.

Projektowanie obejmowałoby tworzenie pierwszych sampli, czy ograniczoną ilość – pierwszą partię, która jest pokazywane w kanale ecommerce w modelu direct to consumer i na podstawie rzeczywistej sprzedaży poszczególnych modeli czy zgłoszeń zamówień wish listy produkowane są dodatkowe ilości. Wówczas firma może skupić się tylko na produkcji popularnych modeli, wybieranych wersji kolorystycznych, dopasować krzywą rozmiarową, czy regularnych limitowanych mini kolekcji. Na pewno wymagałoby to elastycznej produkcji i planowania surowców, opóźnienia wyboru koloru w procesie; ale wsparte analityką i koordynacją dawałoby dużo większe dopasowanie popytu do podaży. I wreszcie pozwoliłby na optymalne wykorzystanie surowców z korzyścią dla środowiska. Kilka firm działa już w podobnym modelu jak np. Pyer Moss zaangażowana marka z Nowego Jorku. Ten model dzisiaj jest łatwiejszy do wprowadzenia dla mniejszych firm, ale duże firmy mogłby szukać rozwiązania hybrydowego i wykorzystać go przynajmniej dla części kolekcji.

Klient robiłby wówczas bardziej świadome zakupy, w stałej cenie, a że czasami musiałby poczekać na wymarzoną bluzę czy kurtkę, cóż na dobry garnitur, czy iphone, potrafimy cierpliwie czekać. Dlaczego nie mielibyśmy tak robić na większą skalę w modzie? Firmy musiałby się skupić na tym, aby zapewnić atrakcyjny, oryginalny, ekologiczny produkt i przewidywalny proces, a wiarygodność i siła marki spowodowałoby, że warto czasami poczekać. Skoro potrafiliśmy wytrzymać 2 miesiące wyczekując na wymarzone produkty czy usługi, to na pewno potrafimy zmienić nasze nawyki, aby ograniczyć nadmiar i marnotrawstwo dla planety warto spróbować.

Foto: pyer moss

Czy jesteśmy gotowi na cyfrową modę

Właśnie wykonaliśmy skok w cyfrowym rozwoju, którego długość zmierzymy za kilka miesięcy.

Przyzwyczailiśmy się do pracy zdalnej, ze znajomymi spotykamy się wirtualnie, życie staje się cyfrowe, nowe. Nic dziwnego, że zakupy ubrań też tak robimy. Bez maski, z dostępem 24h do wszystkiego co chcemy, z pełnym przeglądem oferty i promocji. Jak dobrać rozmiar? Co raz więcej firm próbuje udoskonalić ten proces chociażby korzystając z rozwiązania Fitanalytics. Każde zamówienie możemy odebrać z niedaleko położonego paczkomatu, wracając ze spaceru. Bez konieczności ganiania kuriera po mieście. Wygodnie. Czy tak już zostanie? Co piąty Polak ostatnio po raz pierwszy zrobił zakupy w eCommerce, w Stanach już co trzeci zakup odzieży jest dokonywany w ten sposób, niewątpliwie Amazon przyczynił się do tego udziału.

Człowiek – konsument szybko potrafi dostosować się do nowych sytuacji, zwłaszcza gdy specjalnie nie ma innej opcji. Konsument wybiera lepszą opcję, wygodniejszą i racjonalną. Michel Houellebecq czołowy nihilista naszych czasów przewiduje, że obecny okres i cyfryzacja doprowadzi do jeszcze większego izolowania ludzi od siebie, zaniku fizycznych kontaktów. A co, jeśli to dopiero początek, cyfrowej rewolucji w naszym życiu, i też tej w modzie?

Gucci od jakiegoś już czasu eksperymentuje z aplikacją z rozszerzoną rzeczywistością (AR) do przymierzania sneakers-ów czy okularów, jest tu pionierem pośród marek luksusowych. Aplikacja Forma pozwala użytkownikom przymierzać ubrania w 3D od swoich ulubionych projektantów korzystając ze stworzonego Avatara. Inna aplikacja Drest umożliwia każdemu zostać stylistą, inspirować siebie i innych. Przy okazji zaspokajać potrzebę nowości i zabawy z modą bez konieczności dokonywania nadmiarowych zakupów, choć i taka opcja istnieje.

W popularnej grze społecznościowej Animal Crossing bohaterowie ubrani są w kolekcje od największych projektantów np. Valentino. Projektantka Anifa Mvuemba z kenijskiej marki modowej Hanifa poszła jeszcze dalej, stworzyła cyfrowy pokaz mody z wykorzystaniem techniki CGI rodem z Avengers. Fizyczność w cyfrowej postaci, efekt piorunujący!

Wszystkie te rozwiązania umożliwią zabawę modą bez fizycznego produktu. Dziś to jeszcze zabawa, ale stąd już blisko do cyfrowych ubrań. Czy muszą być tylko fizyczne? Firmy też mogą zarabiać na wirtualnych wersjach produktów, bo chodzi o siłę marki. Moda już dawno przestała spełniać podstawową potrzebę ubierania się.

Sceptycy mówią, że żadne z tych rozwiązań nie zastąpi fizycznych modeli czy interakcji z prawdziwym produktem. Choć doceniają ekologiczny aspekt tych rozwiązań. Badanie Accenture pokazuje, że nawet najmłodsi konsumenci szukają fizycznego kontaktu z produktem i wspólnego spędzania czasu na zakupach. Może przejście na cyfrowo zdominowaną modę to jeszcze kwestia kilku lat, może pokolenia?

Jaką rolę wówczas będą pełniły fizyczne produkty? Może mniejszą niż dzisiaj, skoro nasze pragnienia i kaprysy mogą zostać spełnione w wirtualnym świecie, tym co raz ważniejszym i to z korzyścią dla planety, bez niepotrzebnego nadmiaru. I narzekanie nie ma większego sensu, bo jesteśmy już w tranzycie do tego nowego świata, opisanego przez Huxleya, Lema czy Philipa K. Dicka. Czy za jakiś czas siedząc w wygodnych dresach będziemy wirtualnie rozmawiać ze znajomymi albo chodzić na wirtualne randki, w cyfrowych wersjach kolekcji od projektantów. A miękkość kaszmiru, sztywność tweedu, gładkość jedwabiu i kunszt krawiectwa będą przeznaczone dla koneserów.

Historia pokazuje, że postęp techniczny nigdy nie zawraca z raz obranej drogi, pytanie jest tylko o szybkość postępujących zmian. Chyba, że dla wielkiej mody zrobi wyjątek. Zmierzymy to już za jakiś czas.

Foto: Hanifa, Drest

Branża w kryzysie – Bielenia szycie na miarę

Oni (Włosi) na początku myśleli, że to będą takie chwilowe wakacje. Wezmę dwa tygodnie urlopu i to się uspokoi, mówił mi pod koniec lutego Giancarlo z dużej włoskiej firmy i ruszył na narty. Wszyscy ruszyli – mówi Janusz Bielenia właściciel – aż tu nagle, kilkaset osób umiera dziennie. Przerazili się; szybko do nich dotarło, że to coś dużo poważniejszego.

Janusz wita klientów zawsze w świetnym humorze. Swoje studio przy Żurawiej 2/17 w Warszawie, prowadzi już od 10 lat. Poza świetnie skrojonymi garniturami wykonanymi z najlepszych włoskich materiałów, w atelier sprzedaje również kolekcje ready to wear. Można tu znaleźć m.in. koszulki polo, swetry, jeansy, sportowe marynarki, spodnie, kurtki czy akcesoria takich marek jak: Boglioli, Caruso, Lardini, Gigi, Buttero czy marki Bielenia. Wszystko pieczołowicie wyselekcjonowane ręką właściciela wybrane na targach mody, czy zamówione od zaprzyjaźnionych producentów z ukochanych Włoch.

Naszą rozmowę, a jakże, zaczynamy od włoskiego śniadania – espresso i croissant i od razu moje pytanie, o to jak ten kryzys wygląda właśnie u włoskich producentów garniturów i tkanin.

Jak Włosi to znoszą: Byli kompletnie zaskoczeni. W marcu sieci i domy towarowe zaczęły kasować zamówienia. Równocześnie dla już wysłanych zamówień DHL odbijał się od zamkniętych sklepów w Mediolanie czy Rzymie, zamówione, ale jak to we Włoszech jeszcze nie zapłacone, wracały z powrotem do fabryk. W marcu jeden z dużych dostawców mnie pyta: Janusz co ja mam zrobić z tym towarem? Przecież ja muszę już jesień zamawiać w tkaninach? Do tego dochodzi zagranica, pod koniec lutego u niektórych zamówienia z Chin zredukowano o 70%. Miesiąc później w połowie kwietnia, z Japonii i z niektórych regionów Chin, dzwonią do nich, że biorą wszystko co mają na stanie. Od kilku tygodni stoją Stany, nic nie zamawiają, dla części z nich to bardzo duży rynek. Istne szaleństwo.
Wielu nie odbiera wcześniej zamówiony towar, za które nie zapłacili jeszcze. To tworzy straszne zatory płatnicze i burzy zaufanie budowane latami. Gdy raz nie odbierzesz towaru to następnym razem może ci sprzedadzą, ale tylko z zadatkiem. Jest nerwowo. Włosi uważają, że dopiero na SS21 może to się uspokoi.

A jak Ty sobie radzisz: Zamknąłem atelier 13 marca i zastanawiałem się co dalej robić. Czynsz udało mi się obniżyć, do wynagrodzenia pracowników dostanę częściową dopłatę i zwolnienie z ZUS-u, ale ja mam tu kilkaset tysięcy złotych w towarze, za wszystko płacę jeszcze przed przyjazdem towaru, mali klienci tak robią. To wszystko jest na ten sezon. Co z tym zrobić?

Klienci jacyś są: Otworzyłem się niedawno, ostrożnie, indywidualne wizyty, dwóch klientów dziennie, jak widzisz środki do dezynfekcji. Pojawili się powoli, jak zrobiło się cieplej, to trochę taki biznes, może chcieli już wyjść, powrócić do ulubionych miejsc. Niektórzy mówili mi, że po prostu chcieli przyjechać kupić sobie coś co sprawi im przyjemność.

Garnitury zamawiają: Gdzie tam, nie chcą nawet o nich słyszeć. Tylko wygodne ubrania, polo, jeansy, też marynarki i spodnie, ale miękkie tkaniny, o zobacz na przykład takie (Janusz rusza w swoje ulubione miejsce i przynosi marynarki, od Gigi, później polówki czy klasyczne t-shirty od Gran Sacco), to się sprzedaje najlepiej. Nawet zmieniamy tu ekspozycję, przerzucamy całe garnitury tam, gdzie są mniej widoczne.

A jak Twoi podwykonawcy w Polsce: Mam na północy taki zaprzyjaźniony zakład szwalniczy, gdzie szyję też koszule. W Polsce mamy wiele zakładów, w których specjalizują w szyciu koszul. Szefowa tam jest super kobieta energiczna, robi świetne rzeczy. Miała pomysł, aby w Warszawie sklep otworzyć, ale powiedziałem jej, że z tą energią to sama więcej sprzeda jak ruszy do klientów osobiście, do prezesów firm, właścicieli i zacznie im szyć na miarę. Zrobiłem też specjalną ofertę na koszule, aby dać jej więcej zamówień.

Co planujesz dalej: Dużo mówi się, że jesienią wróci wirus. Włosi mi mówią, że na jesień mają bardzo dużą redukcję zamówień. Dla nich to jest problem, bo muszą zredukować zamówienia tkanin, dodatków, to wszystko jest powiązane. Więc zastanawiam się. Muszę się pozbyć tego co mam, robię trochę przecen, ale jesień już teraz powinienem zamawiać, ale ile i jaki asortyment? Przez te lata mam dobre układy z moimi dostawcami, mam też małe zamówienia, bela tkaniny dla mnie zawsze się znajdzie. Powinien być ostrożny, ale z drugiej strony jak zamówię zbyt mało, nie odbiję się.

Garnitury wrócą: Na razie wygląda na to, że króluje casual. Jednak zamawiając gotowe rzeczy, jest ryzyko, można nie trafić w gusta. Np. kiedyś miałem tu buty Edward Green-a bardzo dobrej marki, ale chętnych nie było, mimo wszystko woleli kupić jednak trochę tańsze, ale też dobre jakościowo marki np. mojej marki. Potem kombinowałem, jak je sprzedać. Garnitur się szyje na zamówienie jak jest klient, to jednak jest mniejsze ryzyko. Myślę, że będą teraz królowały zestawy takie smart casual, co można też do biura w nich pójść, miękkie, niegnące się, oddychające materiały, ale nadal wyglądające dobrze, modnie.

Czy klienci ograniczają wydatki, może szukają tańszych opcji: Nie widzę tego. Część z nich rezygnuje z zakupów, bo spędza większość czasu w domu, ale nie sądzę, że ktokolwiek zrezygnuje z jakości. Jak już raz przekonasz się do uszytej na miarę marynarki czy spodni, to nigdy nie kupisz już nic innego. Wiele osób nadal stać na nowe rzeczy, ale nowa marynarka nie kłuje w oczy tak jak np. nowy samochód, a poprawia samopoczucie, bo czujesz sią w niej świetnie. Jest teraz też taki okres zastanowienia się nad tym co się dzieje.

Czy miałeś jaki przemyślenia w tym czasie co dalej z biznesem: Jak jest kryzys to moja energia wzrasta. Jak nie wiedziałem co będzie dalej to pomyślałem, że może powinienem też wrócić do luksusowej sprzedaży bezpośredniej, pojadę w Polskę, odwiedzić moich klientów taki trochę objazdowy sprzedawca.

Pomagajmy sobie!

Foto: Bielenia

Co czeka sklepy fizyczne

W Chinach flagowy sklep Hermès tuż po otwarciu po przerwie jednego dnia sprzedał za 2.7m$, cóż Hermès jest jeden i niepowtarzalny, a co z resztą sklepów?

Od kilu tygodni kupujemy ubrania i obuwie tylko online. Część konsumentów wstrzymuje się z zakupami, a niektórzy korzystają z wielu okazji i przecen, zapewniając dla części marek nawet dwucyfrowe wzrosty ecommerce. Firmy handlowe, jeśli dziś w cokolwiek inwestują to właśnie w rozwój tego kanału. Jeżeli to potrwa jeszcze jakiś czas, a konsumenci będą ostrożni nawet jak otworzą się galerie handlowe, to wywoła trwałe zmiany w naszych nawykach zakupowych. Skoro wszyscy nauczymy się kupować online do czego w przyszłości będą nam potrzebne sklepy stacjonarne? Część sklepów zostanie pewnie zamkniętych, aby dostosować się do popytu, a te co zostaną? Cóż, będą musiały wymyślić się na nowo, aby być atrakcyjnym dla nowego przyszłego klienta.

Od jakiegoś czasu sklepy szukały nowego pomysłu na siebie, obserwując postępującą cyfryzację powstawały tzw. sklepu przyszłości, naszpikowane technologiami lub nowymi gadżetami jak połączyć oba światy- fizyczny i cyfrowy. Być może nie chodzi o to, aby te światy się połączyły, ale o to by konsumenci w sklepach, chcieli spędzać czas inaczej niż online. Jak pokazuje m.in. ubiegłorocznie badanie Generacji Z Accenture ludzie to społeczne bestie, nawet cyfrowe młode pokolenie, lubi spędzać czas wspólnie, potrzebujemy kontaktu z drugim człowiekiem, szukamy atrakcyjnych fizycznych bodźców, przestrzenii, może chodzi o wymyślenie nowych doświadczeń. Już w niedługim czasie firmy staną przed tym wyzwaniem, warto więc szukać inspiracji, wzorców na świecie takich jak np. w Los Angeles, gdzie kształtuje się przyszłość mody i handlu.

Przyszłość mody w LA najbardzie widoczna jest na Melrose Avenue. Tutaj pośród modnych knajpek i kawiarni, znajduje się stacjonarny sklep theRealReal jeden z najciekawszych startupów modowych ostatnich lat. Ten luksusowy second hand online uruchomił tu swój drugi sklep stacjonarny, który wewnątrz przypomina luksusowe departments store niczym Barneys New York, w przestronnej i eleganckiej przestrzeni w tematycznych sekcjach, z przemyślanym merchandising-iem piętrzą się luksusowe ubrania, akcesoria, zegarki i biżuteria. Wszystkie są świetnie wyeksponowane i wszystkie są używane. Nikt z odwiedzających wydaje się nie dostrzega tej różnicy, w poszukiwaniu perełek takich jak kuferek podróżny od Louis Vuitton, limitowane Supreme czy vintage Celine lub Raf Simons. Bo strategią theRealReal jest odczarować ostatnie wątpliwości, że używane luksusowe ubrania mogą być sprzedawane w taki sam sposób jak nowe. Mało tego, można je kupić w unikatowych pojedynczych egzemplarzach. Firma odważnie zmienia oblicze luksusu, choć nie bez wyzwań. To ich kolejna lokalizacja, można tu też zostawić ubrania do wyceny i odsprzedaży, a w przyległej kawiarni napić się zdrowego soku przed ruszeniem w dalszą drogę.

Kolejny sklep to Reformation. Marka powstała w 2009r. i jest jednym z pionierów zrównoważonej mody w Stanach Zjednoczonych. Miejsce szybko zyskało kultowy status, jak również ich słynny slogan na elewacji. W sklepie nie tylko można znaleźć ofertę ubrań wykonanych z ekologicznych materiałów, ale przede wszystkim można w łatwy sposób sprawdzić na ekranach znajdujących się w sklepie szczegóły składów materiałowych produktów i ich wpływ na środowisko – ekologia to nie tylko hasła, ale też działania łatwo weryfikowalne przez konsumentów.

Niedaleko jest sklep Nike. To niezwykły sklep ma nietylko nietuzinkową elewację i wystrój, ale jest też miejscem testowania nowych rozwiązań. Sklep realizuje koncepcję global to local to uzyskano poprzez specyficzną architekturę w lokalnym klimacie, dedykowaną oraz limitowaną kolekcje ubrań i obuwia. Jest tu też strefa click & collect (do obioru zamówień online), miejsce z self-checkout, gdzie możemy samodzielnie zrobić zakupy przy użyciu aplikacji Nike, wszystko jest spójne i dopracowane. Na koniec dla lojalnych klientów można odebrać gratisowe skarpetki w specjalnym vending machine dostępne przy co dziesiątym zakupie, kto by się nie skusił?

Z nowych formatów sklepów jest tu też drugi obiekt kultowej marki kosmetycznej stawiającej na naturalną urodę i budowanie silnych społeczności wśród klientów Glossier. Marka swój sukces oparła na bardzo skutecznej strategii direct to consumer i budowaniu zaangażowania w social media. Bo dzisiaj często marki, które powstały online wyznaczają kierunek rozwoju dla sklepów stacjonarnych. Sklep choć jest malutki, robi piorunujące wrażenie. Wnętrze jest oryginalnie zaprojektowane, bardzo spójne z wizerunkiem marki i ich naturalną kolorystyką. Przemyślana ekspozycja produktów zaprasza do ich testowania i odkrywania. Profesjonalny i nienagannie miły personel, ambasadorzy marki, odpowie na wszystkie pytania. Zakup kończy się spersonalizowanym opakowaniem. Każda wizyta zapewnia niezapomniane doświadczenia dla wiernych fanów.

Tuż obok jest concept store Rebecca Minkoff. O tym sklepie pisano w wielu raportach i publikacjach retailowych jako sztandarowy przykład sklepów przyszłości. Jest tu jedna z pierwszych interaktywnych przymierzalni ubrań. Całość działa bardzo sprawnie, po rozpoznaniu wniesionego ubrania, można poszukać na ekranie dodatkowych informacji, sprawdzić dostępne rozmiary, czy rekomendowane produkty; wezwać obsługę, pobawić się oświetleniem lub wysłać zamówienie do realizacji przy kasie. Pytanie czy to wystarczy, aby stworzyć magię zakupów, tłumów tu nie widziałem. Niedopatrzeniem jest też to, że firma nie zapewniła dla wielu ubrań metek RFID (a tylko one umożliwiają interaktywne rozpoznawanie). Podobny problem w Mediolanie miał Diesel. Sklepy przyszłości powinny mieć przemyślane doświadczenia zakupowe i dopracowane wszystkie jego elementy, też te technologiczne.

W LA warto też odwiedzić flagowe sklepy młodych amerykańskich firm kształtujących przyszłość lokalnej mody takie jak: the Row – luksusowa i ponadczasowa klasyka sióstr Olsen, The Elder Statesman – psychodeliczny kaszmir, pozyskiwany i produkowany odpowiedzialnie. Każdy z tych sklepów ma bardzo przemyślany wystrój, który nie tylko podkreśla charakter marki, ale wpisuje się w lokalny klimat miasta.

The Row LA store

Pomimo przejściowych ograniczeń konsumenci, ludzie potrzebują fizycznych i społecznych doświadczeń. Takie dawały im wizyty w sklepach stacjonarnych, bezpośredni kontakt z ulubionymi markami, ale sklepy muszą je na nowo zdefiniować. To może być nietuzinkowa przestrzeń, nowe usługi, profesjonalna obsługa czy oryginalny pomysł, aby dostarczać coś niezwykłego. Zwykłe zakupy nauczyliśmy się robić online, bez kolejek, bez ruszania się z domu.

Foto: rafal reif blog, the row

Konsumenci i moda po koronie

Kryzys gospodarczy czy kryzys wartości.

Dla branży modowej ten kryzys zaczął się szokiem podażowym pokazującym wrażliwość złożonego łańcucha dostaw charakterystycznego dla współczesnego modelu produkcji odzieży i obuwia, najpierw była wstrzymana produkcja i opóźnione dostawy z Azji, następnie przez świat przelała się fala zamknięć sklepów odzieżowych, fabryk we Włoszech i ograniczenia w centrach dystrybucji. W końcu konsumenci zostali odcięci od możliwości tradycyjnego robienia zakupów, zmagając się ze znacznie większym wyzwaniem – zadbaniem o własne zdrowie i życie.

Sprzedaż odzieży nadal mogła funkcjonować w e-commercie, w Stanach Zjednoczonych co trzeci konsument regularnie kupuje w sklepach internetowych odzież i obuwie, w Europie ten udział jest niższy. Jednak okazało się, że kwarantanna i stan zagrożenia to nie czas na zakupy takich kategorii produktów, spadki sprzedaży odzieży w kanale e-commerce w marcu sięgnęły 30% (wg badania Nosto przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych i wybranych krajach Europy). Możemy obejść się bez kolejnej sukienki lub kurtki na wiosnę?

Branżę odzieżową czeka trudny okres. Jak zachowają się konsumenci w przyszłości, którzy teraz ograniczają wydatki. Jak będziemy konsumować modę w czasach po koronie?

Pamiętam dobrze rok 2008, tamten kryzys miał inne podłoże i najprawdopodobniej był mniej dotkliwy, ale co stało się wówczas z modą na świecie. Magazyn GQ jest dobrym barometrem tego co dzieje się w modzie męskiej w Stanach Zjednoczonych. Amerykańskie społeczeństwo jest wzorcowym przykładem gospodarki opartej na konsumpcji. Pamiętam jak w 2008r. pojawiły się sesje pod znamiennymi tytułami Garnitury do $500, Koszule do $50. Przypomnijmy, że jest to magazyn, który promował w Stanach Zjednoczonych takie marki jak Tom Ford, Saint Laurent, Gucci czy Dior; nagle zrzedł z wyborem marek i przedziałem cenowym do poziomu Logo.

Źródło: GQ

W tamtych czasach pokazywanie garniturów za $3000 było w złym guście, przepych był nie do pomyślenia. Amerykańskie społeczeństwo dotknięte przez krach na rynku nieruchomości z 2007r. musiało zacisnąć pasa, spadek sprzedaży w całym handlu, który punkt kulminacyjny osiągnął w listopadzie 2008r. wyniósł 11,5% (rok do roku). Ale minęły 2 lata i handel wrócił do wzrostów sprzed kryzysu, a do GQ wróciły garnitury już nie za $3000 a za $5000. Chwilę później pojawił się Ricardo Tisci w Givenchy i Alessandro Michele w Gucci i t-shirty z wielkim logo, pojawił się streatwear z bluzami po $800 i sneakersami za $900. Świat wrócił do „normalności”, gospodarka odżyła, a konsumpcja ruszyła i od razu wrzuciła piąty bieg. Społeczeństwo znowu zapragnęło konsumować, a marki modowe świetnie to rozumiały.

Co w modzie przyniosły lata 10-te XXI wieku?

To był czas, kiedy największe koncerny modowe LVMH i Kering umocniły swoje pozycje dominując rynek mody luksusowej. Największy wzrost i jeden z głównych źródeł przychodu marek tych koncernów nie stanowią kolekcje z pokazów, ale linie t-shirtów, akcesoria i small leather goods; wszystkie opatrzone dużym logo firmy. Logo znowu było cool. Nie tylko nie było obciachowe, ale wręcz było pożądane przez społeczeństwo, które już zapomniało o problemach z kredytami. Społeczeństwo odetchnęło i chciało posiadać, chciało aspirować do lepszej wersji siebie podsuwanej przez znakomicie zorganizowane koncerny modowe, wyposażane w świetne analizy, nieograniczone budżety marketingowe i najlepszych ekspertów od social media. Średnia klasa rzuciła się na nowy luksus. Tak było i teraz jesteśmy tutaj.

Sprzedaż odzieży przez ostatnie 15 lat się podwoiła, przy jednoczesnym wzroście ludności tylko o 20%.

Bo lata 10-te to znakomity okres rozwoju sektora fast fashion, w szczególności prekursora tego sektora Inditex, który w tym czasie urósł z €12,5 mld w 2010r. do €26 mld w 2018r. Sukces Zary, ich flagowej marki, był oparty na dostępności najnowszych trendów w przystępnych cenach, umiejętności dostarczenia ich w najkrótszym czasie i wygenerowanie potrzeby posiadania tego co jest najmodniejsze w danej chwili – dla każdego.

I wreszcie trend z ostatnich lat, czyli zrównoważona moda i ekologia, która nieśmiało zaczęła wchodzić na wybiegi. W 2019r. co raz wyraźniej pojawiła się w strategiach największych firm odzieżowych. To bardzo dobrze powiemy, ale strategie tych firm nadal opierały się na tym, że zrównoważony rozwój zakłada wzrosty, wzrosty sprzedaży i wzrosty konsumpcji…

Przynajmniej do wczoraj.

Czy czeka nas chwilowe ograniczenie wydatków czy strukturalna zmiana podejścia do mody, do konsumpcji? Czy społeczny, humanitarny charakter tego kryzysu, wpłynie na przewartościowanie naszych potrzeb?

Które wartości mogą mieć większe znaczenie w przyszłym wyborze konsumentów, np. miejsce produkcji ubrań. Czy zostało wyprodukowane lokalnie i kupując je wspieram lokalny biznes, a jeśli jest wyprodukowane w innym kraju to, czy firma zapewnia godne warunki pracy i płacy dla pracowników, ludzi takich samych jak my, zjednoczonych niepewnością obecnych czasów.

Czy jakość, trwałość, ponadczasowość wróci do kanonu mody i zastąpi chwilowe trendy? Czy będziemy chcieli lepiej zrozumieć co otrzymujemy za wydane pieniądze, szukać wartościowego produktu i być gotowi zapłacić za niego uczciwą cenę?

Konsumenci będą unikać niepotrzebnych wydatków, ale czy będą też bardziej wyczuleni na marnowanie surowców i zanieczyszczenie środowiska, które powodują nadmiarowe i nietrafione zakupy ubrań; ubrań uszytych z nieekologicznych materiałów.

Czy to jest czas na marki stawiające na zrównoważoną modę, marki lokalne, które teraz operują na marginesie wielkiego biznesu modowego?

Wreszcie konsumenci zaczną krytyczniej patrzeć na to co podsuwa marketing i media społecznościowe. Ostatnio marki modowe dostosowały komunikację i skupiają się na wartościach takich jak wspólnota, jedność, empatia; produkty schodzą na drugi plan. Każda marka modowa budowana jest w oparciu o zestaw cech, wartości, potrzeb, które komunikuje. Produkt jest spójnym efektem tych cech. Teraz bardziej niż kiedykolwiek marki, które potrafią w przejrzysty i uczciwy sposób przekazywać swoje wartości będą zyskiwać w oczach konsumentów. Ważnym elementem będzie umiejętność budowania wspólnoty i zaangażowania konsumentów. Firmy modowe dzięki badaniom i narzędziom analitycznym potrafią dziś zbadać czego pragniemy. Jeśli konsumenci zaczną reagować inaczej i komunikować swoje nowe oczekiwania, one się dostosują.

Może niedługo w złym guście będzie nie tylko przepych, ale również noszenie plastiku, niecertyfikowanej bawełny, marek nie dbających o pracowników. W magazynach modowych zapanują artykuły o tym jak zbudować odpowiedzialną i ponadczasową garderobę, a t-shirty z wielkim logo będą tylko w muzeum Gucci we Florencji, jak miniona epoka w modzie.

Być może.

Ubranie po domu

Kwarantanna to ciekawy czas. Nasz regularny outfit ląduje w szafie i z kolejnym dniem odcięcia zapominamy trochę, ile i gdzie mamy te wszystkie garnitury, garsonki, suknie i koszule, oxfordy i szpilki. Nie myślimy co do czego pasuje i czy jeszcze robi wrażenie. Mamy inne priorytety.

Praca zdalna daje ciekawe spostrzeżenia. Odpalamy kamerki i nagle wpuszczamy do domu innych, często są to osoby znane tylko z pracy, często na stopie służbowej. Jedni dzwonią z kuchni, salonu, gabinetu czy sypialni; w tle różne style i gusta. Czasem przebiegnie pies lub kot, czasem słychać dzieci lub głuchą ciszę…poznajemy ich w innym otoczeniu, bardziej prywatnie.

To też parada strojów po domu.

Jak działa widok szefa w zgrabnym sweterku albo w szarym t-shircie, może traci autorytet czy wręcz przeciwnie. Czy szefowa bez make up i w bluzie nadal robi takie same wrażenie jak w gabinecie w korpo zestawie dobranym spod igły?
Czy sami zawracamy uwagę na to co mamy na sobie albo czy i jak się umaluję na kolejny facetime czy skype?
Króluje dres czy smart casual, być może wyszperaliśmy z szafy jakieś zagubione skarby mody sprzed lat.

Czy w tych czasach formalny wygląd w ogóle ma znaczenia, czy liczy się bardziej to, że mam coś do powiedzenia, możemy coś załatwić i funkcjonować dalej.


Moda korporacyjna luzuje się od lat, krawaty noszą już tylko dandysi i zawzięci konserwatyści. W start up-ach od lat króluje casual. Jednak formalny ubiór i wygląd zawsze wspierał siłę stanowiska i autorytet. Czy poluzuje się bardziej przez te tygodnie pracy z domu i nowe czasy, a video chaty przy okazji rozluźnią też nasze relacje oficjalne i służbowe?

napisane w chinosach i flaneli w odcięciu

Czy ekologia jest w modzie – raport

Branża modowa w Polsce nie kojarzy się z negatywnym wpływem na środowisko, a brak odpowiedniej wiedzy utrudnia konsumentom wskazanie konkretnych działań oczekiwanych ze strony firm.

Zarówno konsumenci jak i firmy odzieżowe muszą wprowadzić wiele zmian, aby realizować zasady zrównoważonej mody. Konieczna jest edukacja konsumentów i większa świadomość ich wyborów oraz zmiana modelu funkcjonowania firm obejmująca m.in.: zasady obiegu zamkniętego i społecznej odpowiedzialności.

https://www.accenture.com/_acnmedia/PDF-114/Accenture-Czy-ekologia-jest-w-modzie-Raport-2020.pdf#zoom=50

Raport o odpowiedzialnej konsumpcji i zrównoważonej modzie w Polsce